Królestwo Redondy

07 August 2009

Ogłoszono mi już dawno temu, że mam swój blog. Ale jakoś mnie nie ciągnęło. Wolałem czytać cudze blogi. No, ale Artur, opiekun m.in. mojego blogu, nie daje mi spokoju. Podoba mi się hiszpańska nazwa bloga: "bitacora" (od "cuaderno de bitacora" czyli "dziennika pokładowego", który trzymany był w "bitacorze" , szafce, w której chowano przede wszystkim busolę (może jest po polsku odpowiedni termin?). No cóż, może warto zacząć prowadzić własny dziennik pokładowy - tym bardziej, że sam jestem ciekaw, gdzie też ta żegluga mnie poniesie. Na wypłynięcie z portu, coś co chodziło za mną od dawna - bardzo krótka historia królestwa Redondy związana z Javierem Mariasem, pisarzem, który jest dla mnie nieustannym odkryciem (choćby dlatego, że regularnie czytam jego felietony). Załączony tekst jest nieco przekształconą wersją dwóch tekstów napisanych dla "Świata lekarza" (www.nazdrowie.pl - gdybyście chcieli sprawdzić, co to jest, a sprawdzić warto), dla którego to pisma pisuję za namową Pawła Krusia i pod czujną opieką Anny Rogali (pilnuje mnie, żebym się nie lenił). W radiowej dwójce Ewie Stockiej też niedawno o Redondzie opowiadałem. Wszystko z nadzieją, że namówię jeszcze parę osób do przeczytania powieści Javiera Mariasa.

 

 


Kiedy zaczynałem swe czytelnicze przygody świat książek był prosty i porządnie poukładany, i skończony. Świat ten składał się z: witryny olbrzymiej księgarni na niegdysiejszym placu Leńskiego, z regałów tejże księgarni, z regałów znajdującej się nieopodal równie dużej biblioteki publicznej dla dzieci i młodzieży (sąsiadującej z architektonicznie bliźniaczą biblioteką publiczną dla dorosłych) i wreszcie z regałów biblioteki szkolnej. Dość szybko przekonałem się, że niestety, nawet jeśli jest skończony, to i tak nie jestem w stanie wszystkich książek przeczytać, a i widniejący na witrynach i półkach porządek skrywa niepomierny chaos. Niemniej nie zniszczyło to we mnie wiary w przewodników, którzy w ów chaos są w stanie, przynajmniej na czas jakiś, wprowadzić odrobinę ładu. Do przewodników najwspanialszych zawsze należeli pisarze fascynujący się twórczością innych pisarzy i tą fascynacją na swój sposób dzielący się.


Od wielu lat szczególnie przypatruję się twórczości dwóch pisarzy hiszpańskich: Javiera Mariasa i Enrique Vila-Matasa. Ten drugi tworzy specyficzną metaliteraturę, w której roi się od streszczeń, cytatów, tytułów, przypisów, rzeczywistych dzieł literackich i dzieł, które mogły być napisane, ale z różnych przyczyn nie zostały napisane. Głównymi bohaterami Vila-Matasa są oczywiście pisarze. W którejś z kolejnych powieści pojawiło się nazwisko niemieckiego pisarza W.G.Sebolda, zafascynowanego, tak jak i pisarz hiszpański postacią i twórczością szwajcarskiego prozaika Roberta Walsera.


Javier Marias od szeregu lat jest miłościwie panującym królem Redondy, niewielkiej wyspy na morzu Karaibskim. Mam nadzieję, że kiedyś dokładnie opiszę dzieje tego królestwa i okoliczności, które doprowadziły koronacji wielkiego hiszpańskiego twórcy. Korzystając ze swych prerogatyw, król Javier nadaje tytuły szlacheckie i hrabstwa wielce, jego zdaniem, zasłużonym dla kultury królestwa Redondy. I tak do grona owych czcigodnych osób przyjęci zostali m.in. Pedro Almodovar, hrabia Drżącego Ciała, Francis Ford Coppola, hrabia Megalopolis, Mario Vargas Llosa, hrabia Miraflores. Jako szanujący się władca, król Javier jest również wspaniałym mecenasem, z tego też tytułu wydaje bibliotekę Królestwa Redondy i powołuje corocznie specjalne jury (ale sam w jury nie zasiada) przyznające (od roku 2001) Nagrodę Królestwa Redondy za całokształt twórczości (nagrodzony zostaje zarazem obdarzony odpowiednim tytułem i hrabstwem. Pierwszym nagrodzonym został John Michael Coetzee (dwa lata później nagrodzony literacka nagrodą Nobla), hrabia Hańby, a wśród dotychczasowych laureatów są m.in. Claude Magris, hrabia Drugiej Ręki, Umberto Eco, hrabia Wyspy Dnia Poprzedniego. Do składu pierwszego jury zaproszony został niemiecki pisarz W.G.Max Sebald, obdarzony wcześniej tytułem hrabiego Zawrotu Głowy. Sebald zasiadł w jury, ale ponoć nie głosował. tłumacząc się, iż nie czytuje współczesnych pisarzy.


Wypadałoby więc, co nieco o owym królestwie i mariasowym królowaniu, coś wspomnieć, bo, wbrew pozorom, więcej nam to może powiedzieć o pisarstwie Javiera Mariasa niż najobszerniejszy felieton o jego twórczości. W roku 1985 hiszpański pisarz, był już znanym (w wąskich, niemniej opiniotwórczych kręgach) autorem trzech powieści i chętnie czytanym (w szerszych kręgach) felietonistą. W jednym z nich, zatytułowanym "Człowiek, który mógł być królem" Javier Marías (znawca wyborny literatury angielskiej) opisał postać nikomu nieznanego pisarza angielskiego, Johna Gawsworth'ego. Sam Marías niewiele właściwie mógł dociec, poza tym, że Gawsworth był w latach dwudziestych aktywnym uczestnikiem awangardowych grup literackich, że sporo literackich autorytetów pokładało w nim wielkie nadzieje, że nadzieje te nie zostały spełnione. Pośród strzępów informacji, jakie Mariasowi udało się zdobyć pojawiła się również wzmianka o tym, że ponoć Gawsworth posiadał tytuł króla Redondy, który odziedziczył po innym pisarzu angielskim. Charakterystyczny dla Mariasa styl sugerował, że opowieść o Gawsworth'ym równie dobrze jest literacka fikcja, punktem wyjścia czy odniesienia dla innej historii. W rzeczy samej, bo w roku 1989 hiszpański pisarz publikuje powieść "Wszystkie dusze", w której znowu pojawia się postać angielskiego pisarza - widmo, choć już bardziej obudowana i dopowiedziana. Dzięki "Wszystkim duszom" (w Polsce książka ta została wydana przez Rebis w roku 2001 w przekładzie Wojciecha Charchalisa) Javier Marías przestał być autorem znanym li tylko w wąskich kręgach. A kolejne jego powieści: "Serce tak białe" (1992) i "Jutro w czas bitwy o mnie myśl" (1994) w kilku krajach europejskich nawet znalazły się na listach bestsellerów. Pewnie dzięki temu trafiły do rąk angielskiego pisarza, Johna Wynne- Tysona, który w roku 1997 zaproponował Mariasowi, by przejął od niego tytuł króla Redondy. To wówczas dopiero hiszpański pisarz dowiedział się, iż to, co sam traktował jako literacki żart i anegdotę, jest czymś znacznie poważniejszym.


Wyspa Redonda leży na morzu Karaibskim, nieopodal wyspy Antigua. Formalnie zresztą należy do małego państwa Antigua i Barbuda w konsekwencji przejęcia jej w roku 1860 przez Wielka Brytanię. Ale wyłącznie formalnie, gdyż w roku 1865 wyspę nabył (dla urodzonego właśnie syna) niejaki Matthew Dowdy Shiell, bankier z wyspy Montserrat, który zarazem wystąpił do królowej Wiktorii z prośba o nadanie mu tytułu króla Redondy. Brytyjska Królowa pozytywnie rozpatrzyła prośbę pod warunkiem, że królestwo Redondy nie będzie prowadziło polityki sprzecznej z interesami brytyjskiej korony. Shiell przekazał królestwo swemu synowi Matthew Phipps Shiell'owi, który zostawszy pisarzem zlikwidował końcowe "l" ze swego nazwiska, a jako drugi król Redondy przybrał imię Filipa. M.P.Shiel był znanym w swoim czasie autorem opowiadań i powieści grozy i science fiction. Za życia najsłynniejszą jego książką była powieść "Żółte niebezpieczeństwo". Powieść "Purpurowy obłok" zainspirowała Stephena Kinga do napisania "Apokalipsy". W roku 1931 młody poeta John Gawsworth dopomógł mu otrzymać pomoc finansową. W podzięce Gawsworth otrzymuje od Shiela nie tylko prawo dysponowania prawami autorskimi do jego dzieł, prawo do występowania jako współautor wielu niedokończonych przez Shiela utworów, ale również tytuł króla Redondy. Wielce obiecujący za młodu poeta roztrwonił niestety swój talent i życie. Zmarł w roku 1970, w całkowitym zapomnieniu i nędzy. Prawa do swych dzieł, do dzieł Shiela i tytuł króla Redondy przekazał kolejnemu pisarzowi , Johnowi Wynne - Tysonowi, który objął tron Redondy jako Jan II. Niestety podczas jego królowania okazało się, iż Gawsworth kilkakrotnie tytuł królewski przehandlował lub przekazał w inne ręce. Wynne-Tyson, zmęczony użeraniem się z fałszywymi pretendentami czy samozwańcami postanowił abdykować i przekazać berło. Rozglądając się za godnymi tytułu króla Redondy natrafił na "Wszystkie dusze" Javiera Mariasa. W roku 1997 autor "Serca tak białego" został ogłoszony królem Redondy. Jak nikt przed nim wypełnia wszystkie, spoczywające na nim, obowiązki. W serii wydawniczej Królestwa Redondy publikuje m.in. hiszpańskie przekłady dzieł swych poprzedników na tronie. Ustanowił doroczną nagrodę literacką Królestwa Redondy, przyznawaną przez jury, w skład którego wchodzą liczni i sławni hrabiowie z nadania Xaverego I. Frank O.Gehry, hrabia Nervionu, naszkicował wstępny projekt pałacu królewskiego Redondy. Xavier Mariscal jest autorem flagi. Alessandro Mendini zaprojektował monety. MassimoVignelli paszport. Inne sławy światowego wzornictwa zaprojektowały tron, koronę, środek lokomocji.


Niewątpliwie współudział tylu znakomitości w tej cudownej fieście zawdzięcza Javier Marias swej literackiej maestrii, reputacji i sławie, jaką zyskał dzięki powieści "Serce tak białe". Javier Marías należy do tych pisarzy, którzy z premedytacją pisząc dla niewielu, doświadczył nagle sławy autora bestsellerowego. Żadna z powieści Mariasa nie ma w stopniu najmniejszym atrybutów "masowości". Jego powieści dzieją się przede wszystkim w słowie i w myśli, wszelkie "dzianie się" jest właściwie poza myślą, by nie rzec, bezmyślne. Bohater i narrator zarazem "Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl" postępuje cały czas bezwolnie, idiotycznie, absurdalnie. W trakcie randki umiera jego przygodna i niedoszła partnerka seksualna, o której właściwie nic nie wie. Może, oczywiście, zniknąć bez śladu i zapomnieć o wszystkim, ale nasz niefortunny amant za wszelką cenę pragnie dowiedzieć się kim właściwie była jego niedoszła kochanka; co się stało, gdy wymknął się niczym przestępca z mieszkania, w którym pozostawił nie tylko nieboszczkę, ale i jej małe, nieświadome nieszczęścia, dziecko. Każdy ruch bohatera przypomina ucieczkę ku miejscu, gdzie ma spaść bomba, a nie w stronę przeciwną. Oczywiście dzięki temu nieprzewidywalność bohatera starcza za akcję samą w sobie. Owa "bezmyślność" działań narratora wynika zresztą z nadmiaru myśli, z meandrów myśli, z niezwykłości myśli.

 

Bohaterowie Mariasa to przede wszystkim ludzie myśli: lektor języka hiszpańskiego w powieści "Wszystkie dusze", tłumacz żywego słowa w "Sercu tak białym", pisarski "murzyn" w "Jutro, w czas bitwy o mnie myśl". Zawodowo nie całkiem spełnieni, życiowo szukający dopiero spełnienia. Osaczeni banalnością życia, przerażeni banalnością i odkrywający wraz ze swą opowieścią, z opowieścią o sobie, iż za rogiem banalności czają się wcale niebanalne ludzkie tragedie. Proza hiszpańskiego pisarza wymaga cierpliwości, oddania się całkowitego jej frazie, szalonej zmienności tonów, rytmów, wątków. To bardzo wymagająca literatura. Wiem coś o tym, bo przetłumaczyłem dwie powieści Mariasa. I szczerze powiem niechętnie kończyłem przekłady, bo być może była to moja największa przygoda artystyczno-intelektualna w życiu. W każdym razie jedyne i swoiste spotkanie z królem niezwykłym. Być może owemu królowaniu poświęciłem więcej czasu niż trzeba, ale do 4 przetłumaczonych na polski książek Mariasa mogą Państwo sięgnąć. A o królestwie Redondy nikt jak dotąd w Polsce nie napisał. Choć, być może, powinienem bardziej przestrzegać zaleceń Króla Xaverego I, który swe ostatnie dzieło, trylogię, "Oblicze twe nazajutrz" zaczyna od następującego zdania: "Człowiek nigdy nie powinien czegokolwiek opowiadać, przekazywać informacji ani snuć historii i w ogóle nie powinien przykładać ręki do tego, by ludzie wspominali kogoś, kto nigdy nie istniał i czyja noga nigdy nigdzie nie postała, kto świata nie zwiedził i nie nawiedził, a nawet jeśli spędził tu czas jakiś, to już doznawał łaski wielce kapryśnego i nader niepewnego zapomnienia".



Wyświetl większą mapę

Komentarze

Napisał AMrk 17 August 2009  •  01:51:47

Genialne! Kto by pomyślał?! Według mnie to prawdziwy hit - Królestwo Rednondy, królestwem literatury. Że też żaden z wielkich międzynarodowych wydawców nie wpadł jeszcze na pomysł odkupienia tego skrawka lądu.

pozdrawiam AMrk

Napisał Krzysztof Rudowski 17 August 2009  •  09:57:41

Twórczość Javiera Mariasa (niestety, tylko w przekładach) śledzę od lat. Uważam go za jednego z najgenialniejszych współczesnych pisarzy i śmiało stawiam w jednym rzędzie z Bernhardem czy Sebaldem (choć to przecież nieco inny krąg kulturowy).
Mam wielką nadzieję, że jego pozostałe książki (m.in. trylogia „Tu rostro...”) zostaną niebawem przetłumaczone (tu ukłon w stronę pana Cassasa), a postać tego wielkiego hiszpańskiego pisarza będzie w Polsce odpowiednio doceniona.
mężczyzna sentymentalny
Krzysztof Rudowski

Napisał A.B. 20 August 2009  •  13:51:22

Szanowny Panie Casas, dlaczego wciąż tak mało jest u nas książek Mariasa? Nie wiem, jaki jest w oryginale, natomiast Pana tłumaczenia jego słów są genialne, polszczyzna osiąga swój najpiękniejszy kształt, zatem niech Pan nam wszystkim podaruje od czasu do czasu kolejne utwory naznaczone i Pana językiem, i Mariasa.
pozdrawiam

Napisał William 21 August 2009  •  19:22:51

Don Carlos, quisiera comunicarme con usted.
espero tenga el tiempo y la buena voluntad de atenderme. De antemano muchas gracias.

Napisał Saludos desde Lima 08 September 2009  •  19:07:09

Sr. Carlos Marrodán:

Nos conocimos en su despacho de la Embajada de España en Varsovia hará unos quince años. Tal vez me recuerde.
He traducido poesía polaca al castellano y tengo editor en Lima.
Estoy tratando de comunicarme con Ud. por ese tema desde hace algunas semanas.
Espero pueda Ud. atenderme y responderme al siguiente correo:
isadbor@hotmail.com

De antemano le agradezco

Atentamente

Isabel Sabogal Dunin - Borkowska

Skomentuj