Homo peregrinator
Fizjonomiczne rzecz biorąc człowiek jest wędrowcem - Homo peregrinator. Jak głoszą wyniki najnowszych badań DNA naszych przodków, współczesny człowiek - Homo sapiens - wyewoluował w Afryce 150 tysięcy lat temu, a 60 tysięcy lat temu wyruszył w długą podróż do Europy i na inne kontynenty. Ponoć znacznie chętniej wędrowali mężczyźni niż kobiety, ale to już mniejsza. Wędrowanie mamy w genach.
Współczesne środki transportu znacznie ograniczyły konieczność i potrzebę pieszych wędrówek, ale jak pisze Christoph Ransmayr „Nie zapominajmy, że linia lotnicza nie jest drogą, lecz tylko linią". Z kolei Bruce Chatwin napisał: „Moim bogiem jest bóg piechurów. Jeśli maszerujesz wytrwale, nie potrzeba ci innego boga".
Specjaliści od zdrowego trybu życia twierdzą, że dla utrzymania zdrowia należy przejść 10 tysięcy kroków dziennie. Zakładając, że średnia długość kroku wynosi 0,75 m powinniśmy pokonać codziennie 7,5 km. Czyniąc kolejne założenie, że 1 km spokojnym marszem przejdziemy w ciągu kwadransa, to dzienna dawka chodzenia winna wynieść niecałe dwie godziny.
Nie chodzi mi jednak o samo chodzenie, ale o wędrowanie z potrzeby ducha, serca i ciała. I wędrowanie długie: nie przez kilka godzin i kilka kilometrów, ale tygodniami i setkami kilometrów.
Reinhold Messner, wielki himalaista i zdobywca wszystkich ośmiotysięczników, gdy przestał się wspinać, zaczął wędrować. Przeszedł Antarktydę, Grenlandię, Tybet, pustynię Gobi... Messner twierdzi, że podczas chodzenia przychodzą dobre myśli. Mówi: „Ja przy tym jaśniej widzę siebie i świat, czuję się z nim zjednoczony. A poza tym, chodząc, mam wolną głowę".
A gdyby tak nie wyjechać, ale wyjść na urlop? Bez względu na to gdzie się mieszka. Zapakować plecak, założyć dobre buty i wyjść. Wędrować takimi czy innymi szlakami, ścieżkami, drogami i wrócić po dwóch, trzech tygodniach. Możliwe?
Podzieliliśmy nasze życie na króciutkie odcinki czasu. Wszystko musi się dziać błyskawicznie, szybko, w sekundę. Chwila oczekiwania przeraża, grozi lawiną opóźnień, katastrofą. Czy przebywanie sam na sam ze sobą i światem na wyciągnięcie ręki, a nie za szybą, za bramą turystycznego getta jest do wytrzymania? Jak przetrwamy ulewę, noc, chłód lub spiekotę, mając do dyspozycji wyłącznie to, co w plecaku? Same pytania. I ta obezwładniająca perspektywa codziennej wędrówki. 20, 30, 40 km marszu, odpoczynek i powtórka i tak przez 20, 30, 40 dni.
