Kochajmy się!
Dziś Walentynki. Dla jednych czysta komercja dla drugich fajne święto. Ile osób tyle opinii. Dla mnie, to kolejna okazja do przyjemnego spędzenia czasu z najbliższymi przyjaciółmi.
W tym roku nałożyły się na siebie Walentynki i świętowanie Chińskiego Nowego Roku czy, jak kto woli, Nowego Roku Kalendarza Księżycowego. A więc nawet malkontenci narzekający na komercyjne Walentynki mogą świętować celebrując drugi w tym roku Nowy Rok. I nie ma się co obruszać, że to nie nasza tradycja, bo św. Walenty też był „nie nasz" a jak się przyjął?! I to w ciągu kilkunastu lat zaledwie. Z chińskim Sylwestrem może pójść jeszcze szybciej - jakby nie liczyć świętuje go ogromna część ludzkości (Azja), a mieszkańcy z Dalekiego Wschodu coraz liczniej przybywają do Unii przynosząc swoje zwyczaje. W samej Warszawie naliczyłem kilka imprez noworocznych, gdzie Polacy byli mile widziani. A ile było „domówek" u chińskich, a przede wszystkim wietnamskich mieszkańców naszych miast? Tysiące!
Trochę odbiegłem od tematu, bo miało być walentynkowo. Jakiś Walenty rzeczywiście istniał i pozostawił po sobie piękną choć także dość smutną legendę. Tu spieszę z wyjaśnieniem, że on był tym dobrym charakterem, ale o tym za chwilę.
Żył w III w. n.e. w Italii. Był medykiem i duchownym. Za jego życia Cesarstwo Rzymskie przechodziło kryzys, w państwie panował chaos. W granice cesarstwa wdzierały się ludy i obce wojska. Kolejni cesarze nie byli w stanie zajmować się wszystkim. Dochodziło do tego, że legiony walczące z „barbarzyńcami" w chwilach triumfu ogłaszały cesarzami swoich dowódców. Od roku 253 na cesarskim tronie zasiadał Galien. Światły człowiek próbujący uchronić państwo przed kompletnym upadkiem i chaosem. Jedną z jego decyzji było pozbawienie senatorów funkcji wojskowych, co było dobre dla przejrzystości i efektywności rządzenia państwem. Z drugiej jednak strony budziło wściekłość senatorów. Wspominam o nim, bo Galien zaprzestał prześladowań chrześcijan, twierdząc, że nie można nikomu narzucić wiary. Cesarza zabito w 268 r. Wojsko jego następcą obwołało Klaudiusza II Gockiego, jednego z doskonałych dowódców Galiena. Co ciekawe, Klaudiusz w odróżnieniu od swego poprzednika doskonale współpracował Senatem. Wydał też brzemienną w skutkach decyzję o zakazie zawierania małżeństw przez młodych mężczyzn. Ponoć chodziło o to, że dobry legionista, to ten bez żony (a może małżeństwo zwalniało z poboru?). I tu dochodzimy do Walentego, który uważał, że to prawo jest absurdalne i błogosławił młodym parom. To oczywiście nie mogło się podobać ani cesarzowi, ani dworowi. Walenty został więc uwięziony i 14 lutego 269 r. stracony.
W sumie smutna historia człowieka, który z pewnością zrobił dużo dobrego dla zwykłych ludzi. Ale to nie koniec. W 496 r. papież ogłosił 14 lutego dniem św. Walentego. Nie chodziło jednak o zakochanych, a o śmierć za wiarę. Dopiero tysiąc lat później w 1496 papież Aleksander VI ogłosił Walentego patronem wszystkich zakochanych. Święto przetrwało niemal kolejne 500 lat. W 1969 r. Paweł VI ogłosił, że św. Walenty to postać legendarna, mityczna i zniósł święto, choć samo świętowanie przetrwało do naszych czasów. Ciekawe więc czyje szczątki pielgrzymi czy też zwykli wierni oglądają w kościołach całej Europy, także w Polsce. No bo, jeśli Walentego, tak naprawdę, nie było...
W każdym razie, KOCHAJMY SIĘ! :-)
